Znasz to uczucie kiedy nagle tracisz wszystko?
Kiedy twoje życie zmienia się z dnia na dzień?
Kiedy musisz stanąć twarzą twarz z problemami?
Kiedy osoba która jest najbliższa twojemu sercu odchodzi tak
nagle że nawet nie zdążysz sobie zdać sprawy ile dla ciebie znaczyła?
Bo ja znam to uczucie bardzo dobrze….
~
Minęło już parę dobrych miesięcy od śmierci Marco i
ostatniej pechowej wyprawy za mury. Zdawać by się mogło że wszystko wraca
powoli do normy. Zniszczenia zostały prawie odbudowane, zwiadowcy przywrócili
swoją działalność, rodzi się dużo dzieci, a co za tym idzie populacja zostaje
powoli odbudowana. Nastała wiosna i wszyscy cieszą swoim spokojnym życiem u
boku przyjaciół, rodziny czy osoby którą kochają. Jak możecie się domyślać nie
jestem taką osobą. Codziennie wracam do traumatycznych wydarzeń z zeszłego
ataku tytanów na ludzkość. Prawie ciągle budzę się w środku nocy przez koszmary
a jak odwracam wzrok w kierunku drugiego łóżka ogarnia mnie głuchy i
paraliżujący ból.
„Tej nocy nie jest inaczej” westchnąłem cicho wpatrując się
w księżyc, którego miejsce zaraz miało zająć słońce. Cała grupa treningowa 104
dalej mieszkała w jednym budynku na obrzeżach miasta, ja dzieliłem pokój z
Marco. Zaraz po uspokojeniu się spraw z tytanami pojechałem wraz z Generałem
Pixisem w rodzinne strony chłopaka aby poinformować jego rodziców o jego
śmierci, dalej dręczyły mnie wyrzuty sumienia że pozwoliłem mu zająć się innym
obszarem co doprowadziło do obecnego
stanu rzeczy. Codziennie za nim tęskniłem, był moim jedynym przyjacielem,
Zawsze razem siedzieliśmy, jedliśmy, ćwiczyliśmy…. Po prostu byliśmy
nierozłączni. Usiadłem na łóżku i gapiłem się tępo na jego część pokoju,
wszystko było bez zmian oprócz łóżka które zostawił idealnie zaścielone jak ostatni
raz wychodził z pokoju. Teraz było całe rozkopane ponieważ pierwsze tygodnie to
ja tam leżałem i płakałem w jego poduszkę. Wiem było to głupie ale
pomagało trochę z tęsknotą.
Pod wpływem impulsu który mną pokierował wstałem z łóżka i
podszedłem do łóżka Mraco. Przejechałem dłonią po jego pościeli a do oczu
napłynęły mi łzy. Przeniosłem wzrok na szafkę która stała przy łóżku. Moje
spojrzenie przykuła fotografia na której widniała nasza drużyna. Wziąłem ją
niepewnie do ręki. Pojedyncza łza spłynęła mi po policzku jak tylko odnalazłem
roześmianą twarz Marco, a ręce zaczęły się trząść. Straciłem na chwilę uwagę a
cieńki kawałek papieru wyleciał mi z ręki i spadł na podłogę. Szybko schyliłem
się by go podnieść ale wpadł pod łóżko. Wyciągnąłem rękę i zacząłem
poszukiwania po omacku, byłem przekonany że zaraz znajdę zdjęcie ale wpadło
widocznie trochę głębiej, westchnąłem cicho lecz wyciągnąłem ramię głębiej pod
łóżko. Błądziłem jeszcze chwile aż moja ręka natrafiła na pewien obiekt. Nie
wiedziałem dokładnie co to jest przez co w moich myślach pojawiła się
ciekawość. Nie powinienem grzebać w rzeczach Marco ale i tak kiedyś będę musiał
je spakować i wysłać jego rodzicom, a ciekawość z sekundy na sekundę narastała
coraz bardziej. Zdecydowałem się przerwać poszukiwania fotografii i wyciągnąłem
przedmiot spod łóżka. Moim oczą ukazało się pudełko. Nie było zbyt wysokie ale
spokojnie pomieściło by kartkę formatu A4. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby
nie fakt że było bardzo dobrze ukryte pod łóżkiem a na jego wierzchu pod
warstwą kurzu widniał napis „Jean”. Poczułem jak się rumienię a moje serce
oblewa fala nieokreślonego ciepła. Wziąłem pudełko i położyłem je na moim łóżku
po czym sam usiadłem na nim w siedzie skrzyżnym. Trzęsły mi się ręce ale
podniosłem pokrywkę bardzo powoli tak jakby była najkruchszą porcelaną.
Zobaczyłem jedną małą kartkę zapełnioną niestarannym pismem
Marco. Pod nią leżała sterta kopert, część z nich była zaklejona i
ponumerowana, było jeszcze parę pustych bez numerów. Ścisnęło mnie serce bo
wiedziałem czym mogło być to spowodowane, mimo wszystko zerknąłem na małą
karteczkę.
„Jean
Jak widzisz jest to pudełko dla ciebie. W każdej kopercie
jest list (proszę otwieraj je według kolejności). Jeżeli je dostałeś może to
znaczyć że albo jestem martwy albo zabiję się zaraz po tym jak przeczytasz
wszystkie listy. Ale mimo wszystko myślę że nie znienawidzisz mnie za głupoty
które tu opisuję… Co mogę więcej dodać, miłego czytania J
Twój Marco”
„Marco ty idioto” pomyślałem patrząc jak pojedyncza łza rozbija
się o kartkę.
~
Okej a więc mamy prolog!
Nie wiem kiedy dodam następny rozdział ale postram się dodawać regularnie
Myślę że nie dostaliście za dużego raka czytając to XD
Pozdruwki i do następnego
~Haru

O ile raka z przerzutami czy innej eboli nie dostałam, przypałętała się depresja po przeczytaniu. Śmierć Marco zawsze będzie zasmucać, ile razy by się nie natrafiało na wzmianki o niej. Tutaj jeszcze dodatkowo przeżycia Jeana łamią serce i samo to, że po wszystkim znalazł listy tego piegowatego głupka.
OdpowiedzUsuńJestem straaasznie ciekawa jak będą wyglądać inne listy i co ten gejuch mógł ponapisywać do Jeana.
Mówiłam ci już, że masz świetny styl. Jest strasznie lekki, miło się czyta i zbytnio nie można się przyczepiać.
Oby tak dalej, dużo weny i pomysłów xx