piątek, 11 marca 2016

Let Him Go - prolog





Znasz to uczucie kiedy nagle tracisz wszystko?
Kiedy twoje życie zmienia się z dnia na dzień?
Kiedy musisz stanąć twarzą twarz z problemami?
Kiedy osoba która jest najbliższa twojemu sercu odchodzi tak nagle że nawet nie zdążysz sobie zdać sprawy ile dla ciebie znaczyła?
Bo ja znam to uczucie bardzo dobrze….
~
Minęło już parę dobrych miesięcy od śmierci Marco i ostatniej pechowej wyprawy za mury. Zdawać by się mogło że wszystko wraca powoli do normy. Zniszczenia zostały prawie odbudowane, zwiadowcy przywrócili swoją działalność, rodzi się dużo dzieci, a co za tym idzie populacja zostaje powoli odbudowana. Nastała wiosna i wszyscy cieszą swoim spokojnym życiem u boku przyjaciół, rodziny czy osoby którą kochają. Jak możecie się domyślać nie jestem taką osobą. Codziennie wracam do traumatycznych wydarzeń z zeszłego ataku tytanów na ludzkość. Prawie ciągle budzę się w środku nocy przez koszmary a jak odwracam wzrok w kierunku drugiego łóżka ogarnia mnie głuchy i paraliżujący ból.
„Tej nocy nie jest inaczej” westchnąłem cicho wpatrując się w księżyc, którego miejsce zaraz miało zająć słońce. Cała grupa treningowa 104 dalej mieszkała w jednym budynku na obrzeżach miasta, ja dzieliłem pokój z Marco. Zaraz po uspokojeniu się spraw z tytanami pojechałem wraz z Generałem Pixisem w rodzinne strony chłopaka aby poinformować jego rodziców o jego śmierci, dalej dręczyły mnie wyrzuty sumienia że pozwoliłem mu zająć się innym obszarem  co doprowadziło do obecnego stanu rzeczy. Codziennie za nim tęskniłem, był moim jedynym przyjacielem, Zawsze razem siedzieliśmy, jedliśmy, ćwiczyliśmy…. Po prostu byliśmy nierozłączni. Usiadłem na łóżku i gapiłem się tępo na jego część pokoju, wszystko było bez zmian oprócz łóżka które zostawił idealnie zaścielone jak ostatni raz wychodził z pokoju. Teraz było całe rozkopane ponieważ pierwsze tygodnie to ja tam leżałem i płakałem w jego poduszkę. Wiem było to głupie ale pomagało trochę z tęsknotą.
Pod wpływem impulsu który mną pokierował wstałem z łóżka i podszedłem do łóżka Mraco. Przejechałem dłonią po jego pościeli a do oczu napłynęły mi łzy. Przeniosłem wzrok na szafkę która stała przy łóżku. Moje spojrzenie przykuła fotografia na której widniała nasza drużyna. Wziąłem ją niepewnie do ręki. Pojedyncza łza spłynęła mi po policzku jak tylko odnalazłem roześmianą twarz Marco, a ręce zaczęły się trząść. Straciłem na chwilę uwagę a cieńki kawałek papieru wyleciał mi z ręki i spadł na podłogę. Szybko schyliłem się by go podnieść ale wpadł pod łóżko. Wyciągnąłem rękę i zacząłem poszukiwania po omacku, byłem przekonany że zaraz znajdę zdjęcie ale wpadło widocznie trochę głębiej, westchnąłem cicho lecz wyciągnąłem ramię głębiej pod łóżko. Błądziłem jeszcze chwile aż moja ręka natrafiła na pewien obiekt. Nie wiedziałem dokładnie co to jest przez co w moich myślach pojawiła się ciekawość. Nie powinienem grzebać w rzeczach Marco ale i tak kiedyś będę musiał je spakować i wysłać jego rodzicom, a ciekawość z sekundy na sekundę narastała coraz bardziej. Zdecydowałem się przerwać poszukiwania fotografii i wyciągnąłem przedmiot spod łóżka. Moim oczą ukazało się pudełko. Nie było zbyt wysokie ale spokojnie pomieściło by kartkę formatu A4. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt że było bardzo dobrze ukryte pod łóżkiem a na jego wierzchu pod warstwą kurzu widniał napis „Jean”. Poczułem jak się rumienię a moje serce oblewa fala nieokreślonego ciepła. Wziąłem pudełko i położyłem je na moim łóżku po czym sam usiadłem na nim w siedzie skrzyżnym. Trzęsły mi się ręce ale podniosłem pokrywkę bardzo powoli tak jakby była najkruchszą porcelaną.
Zobaczyłem jedną małą kartkę zapełnioną niestarannym pismem Marco. Pod nią leżała sterta kopert, część z nich była zaklejona i ponumerowana, było jeszcze parę pustych bez numerów. Ścisnęło mnie serce bo wiedziałem czym mogło być to spowodowane, mimo wszystko zerknąłem na małą karteczkę.
„Jean
Jak widzisz jest to pudełko dla ciebie. W każdej kopercie jest list (proszę otwieraj je według kolejności). Jeżeli je dostałeś może to znaczyć że albo jestem martwy albo zabiję się zaraz po tym jak przeczytasz wszystkie listy. Ale mimo wszystko myślę że nie znienawidzisz mnie za głupoty które tu opisuję… Co mogę więcej dodać, miłego czytania J
Twój Marco”

„Marco ty idioto” pomyślałem patrząc jak pojedyncza łza rozbija się o kartkę.

~
Okej a więc mamy prolog!
Nie wiem kiedy dodam następny rozdział ale postram się dodawać regularnie
Myślę że nie dostaliście za dużego raka czytając to XD
Pozdruwki i do następnego 
~Haru